Relacja z akcji

AKCJA MIKOŁAJOWA 2011

Fotorelacja na WP - Czas obdarowywania prezentami

Wystarczy nawet kilka wspólnie działających i zorganizowanych osób, żeby wystartować z akcją charytatywną. Każdego roku, staramy się zarażać optymizmem i chęcią pomagania coraz większą ilość osób. Co roku do akcji przyłączają się sponsorzy, którzy przekazują nam słodycze i książki. Fotorelacja powstała dzięki uprzejmości autora zdjęć i opisu, Andrzeja Hulimka.

obrazek

Akcja Mikołaje 2011, Maciejowice. Grupa czwarta („czarna”)

W tym roku po raz kolejny wybraliśmy się z prezentami do dzieci, tym razem do Macejowic, położonych w odległości siedemdziesięciu kilometrów od Warszawy. W skład naszej ekipy wchodził Jacek (Mikołaj), Ewa (Śnieżynka, pomocnika Mikołaja), oraz Bartek. Rola Bartka była wyjątkowa, gdyż to on powoził reniferami i dbał o to aby Mikołaj dojechał do wszystkich dzieci. Towarzyszyła nam też pani z miejscowego ośrodka pomocy społecznej. Tak więc worek na plecy i do najprzyjemniejszej pracy na świecie!

obrazekobrazek

Zadaniem Śnieżynki było namówienie dzieci aby zawołały Świętego Mikołaja i namówiły go do wejścia do domu (koniecznie z prezentami - nie było dziecka, które nie zerkałoby na wypchaną torbę). Niekiedy nie było to konieczne, gdyż dzieci witały nas już w progu. Potem Mikołaj rozsiadał sie wygodnie na kanapie aby porozmawiać chwile z dziećmi na temat ich zainteresowań i codziennego życia. Potem padało pytanie: czy wszystkie dzieci były grzeczne i czy zasłużyły na prezenty? W tym roku mieliśmy dużo szczęścia, gdyż nie było żadnych rozbieżności pomiędzy zdaniem dzieci na ten temat i zdaniem ich rodziców, co znacznie ułatwiło zadanie Mikołajowi. I już niektórym sie wydawało ze droga do torby z prezentami stoi otworem, a tu klops! Okazało się, że to dopiero początek, że każde dziecko musi wykupić swój prezent wykonując zadanie z wylosowanej karteczki! Mnóstwo było przy tym śmiechu, trochę pomocy mamy, grunt ze wszystkie dzieci wykonały zadania i dostały prezenty. Większość prezentów została od razu rozpakowana na miejscu: starsze dzieci starały się zachować powściągliwość, młodszym gorzej to wychodziło i bardzo było miło słyszeć, że właśnie taką lalkę albo takie klocki chcieli dostać.

obrazekobrazek

Mimo tego ze scenariusz spotkań z rodzinami był zaplanowany, w każdym domu było inaczej i czekała na nas niespodzianka. Obawialiśmy się nieco jak wypadnie spotkanie z dwoma chłopcami w wieku 16 i 17 lat. Mateusz i Mikołaj okazali sie bardzo miłymi chłopcami i rozmowa sama się toczyła, aż nie chciało sie wychodzić.  Do tego Marcela, ich młodsza siostra poczęstowała nas pierogami własnej roboty. Mikołaj co prawda przeżył chwile grozy połykając pierożka i próbując nie zrobić tego samego z własna broda, ale wszystko dobrze sie skończyło.

Zaliczyliśmy jedna wpadkę: okazało się, że Emilka jest wyjątkowo duża jak na swój wiek i dziecięcy rowerek, jaki jej przywieźliśmy, jest dla niej za mały... Na szczęście udało sie jakoś wybrnąć z sytuacji.

Wracając do domu, już nie w stroju Mikołaja, po raz kolejny zdaliśmy sobie sprawę z tego, że w obdarowywaniu obie strony dają coś sobie: my dostaliśmy od dzieci ich uśmiech i radość. Dziękujemy wszystkim ofiarodawcom, dzięki którym mogliśmy to zrobić. Dziękujemy tez pani z OPS, która była naszym przewodnikiem po rodzinach.

Do zobaczenia za rok!

Relacja z akcji – Gosia, Tomek, Andrzej - podróż do Maciejowic

W tym roku do naszej ekipy objazdowych mikołajów dołączył Andrzej, który przygotował fotoreportaż dla wp.pl. Na szczęście – samochód był tak wyładowany prezentami, że nie wiem, czy we dwójkę dalibyśmy radę!

Zaczęliśmy od wspólnego wyjazdu z Warszawy konwojem 4 aut. Dotarliśmy do Ośrodka Pomocy Społecznej w Maciejowicach, gdzie ciepłą herbatą i kawą przywitali nas lokalni koordynatorzy akcji – pani Danuta i spółka. Wszyscy byli mocno zniecierpliwieni i nie mogli się doczekać, kiedy wreszcie ruszymy. 

OPS zamienił się na kilka chwil w Laponię – istne zatrzęsienie Świętych Mikołajów! Panowie szybko przebrali się w stroje, doczepili brody i wąsy (jak ten prawdziwy Mikołaj przez nie oddycha?) i w drogę!

W domach rodzin, które odwiedziliśmy, było (jak co roku) ciepło i przyjaźnie. Dzieciaki przejęte, uroczo nieśmiałe. Część z nich otwierała prezenty od razu, inne zastanawiały się czy wypada tak już, natychmiast (tu pojawiały się pytające spojrzenia skierowane do mam). Zdarzały się też niezłe kozaki, niby niezainteresowane nami, gdy wchodziliśmy („jestem twardy”), ale po wizycie i krótkiej rozmowie serdecznie nas żegnające… Jak co roku z mikołajowych odwiedzin przywieźliśmy poruszające wspomnienia. Z wrażenia podczas jednej z wizyt Mikołaj zgubił "kluczyki do renifera". Cała wieloosobowa rodzina szukała, aż w końcu znalazły się zakopane w śniegu. Trochę to trwało, więc wszyscy zastanawiali się, jak tu przenocować ekipę mikołajową na wypadek klęski poszukiwań. Mimo, że wszyscy żartowaliśmy, wiemy, że gdybyśmy naprawdę musieli zostać, przyjęliby nas z otwartymi rękami – i to jest wspaniałe.

Dziękujemy wszystkim rodzinom za serdeczne przyjęcie, ekipie OPS-u za świetne przygotowanie akcji na miejscu, entuzjazm i zaangażowanie.

Ekipa Oli i Adama - podróż do Maciejowic

Akcja rozpoczęła się jak co roku, wszystko przebiegało zgodnie z planem - dla ponad setki dzieci zostały zebrane prezenty! Impreza Mikołajowa odbyła się w nietypowym miejscu, bo w dużej restauracji w Warszawie, Restaurant 99, i miała raczej spokojny charakter. Oczywiście darczyńcy dopisali, zarzucili nas niesamowitą ilością przepięknie opakowanych prezentów, które przez całą niedzielę segregowaliśmy i dzieliliśmy do worków dla odpowiednich rodzin. Dodatkowo otrzymaliśmy słodycze, książki, ubrania, które podorzucalismy do paczek.

W euforycznych nastrojach 22 grudnia ruszyliśmy w drogę - 3 ekipy do Maciejowic, jedna do Lucimii. Na miejscu w Maciejowicach do każdej drużyny dołączymy Panie z OPSu i wspólnie odwiedzaliśmy rodziny. Nasza grupa, tzw. "zielona", miała do odwiedzenia 7 rodzin, łącznie 23 dzieci. Wszyscy wyczekiwali nas z nosami przyklejonymi do szyb. W każdym z domów choinki były poubierane, obwieszone bombkami i ręcznie klejonymi łańcuchami. W dwóch rodzinach wielodzietnych czekało na nas 5 dzieci - 4 chłopców i jedna dziewczynka. Chłopcy otrzymali przede wszystkim akcesoria sportowe - piłki, getry, buty Nike'a, dziewczynki - lalki, dziecięce zestawy do makijażu, biżuterię. Bracia pomagali siostrom rozpakowywać prezenty.

Jednym z najbardziej zaskakujących prezentów było biurko i krzesło, które wymarzyła sobie jedna z dziewczynek - oczywiście w wymarzonym kolorze! Roześmiane buźki to najlepsze podziękowanie! Rozwożenie prezentów zakończyliśmy późno wieczorem, ale starczyło jeszcze czasu, aby podzielić się wrażeniami z Paniami z OPSu przy gorącej herbacie. W przyszłym roku Mikołaje znowu ruszą w drogę!!!

Relacja Ekipy Ali, Oli i Marcina - podróż do Maciejowic

Dnia 22 grudnia tuż przed świętami nasza ekipa mikołajowa miała niełatwe zadanie. W tym roku odwiedziliśmy dzieci w Maciejowicach. Naszą podróż rozpoczęliśmy nietypowo, bo w salonie Citroena, który tego dnia wyglądał niemal jak fabryka zabawek z bieguna północnego. Kiedy skończyliśmy rozdzielać i przepakowywać worki z prezentami do naszych samochodów ruszyliśmy w drogę.

Podróż wydawała się nie mieć końca, jednak po jakimś czasie podekscytowani dotarliśmy do Maciejowic. Wraz z panią z Ośrodka Pomocy Społecznej ruszyliśmy do pierwszego domu. Świąteczną atmosferę potęgowały nasze mikołajowe i śnieżynkowe stroje. Za każdym razem do drzwi najpierw pukały śnieżynki, jednak zdecydowanie największą atrakcją był Mikołaj pojawiający się z worem wymarzonych prezentów. Dzieci, aby dostać prezenty musiały jednak wykonać zadanie lub dokończyć wymyślone zdanie, co zresztą robiły bez większych trudności. Wychodząc z jednego z domów spotkaliśmy się z przemiłą i dość niecodzienną sytuacją. Otóż z przydrożnego domu wypatrzyło nas dziecko i nie mogąc uwierzyć własnym oczom wpatrywało się rozemocjonowane w Mikołaja. Oczywiście, nie mogliśmy go zawieść, dlatego szybko pojawiliśmy się przed jego drzwiami ze słodyczami i upominkami. Jednak ciągle najważniejszym zadaniem było dostarczyć na czas prezentów do wybranych już wcześniej domów. Jednak dla naszej ekipy nie był to żaden problem i pomimo mrozu i zapadającego zmierzchu udało nam się szczęśliwie dokończyć zadanie.

Dzieciaki tego dnia były szczęśliwe i pełne energii. W końcu przyszedł do nich najprawdziwszy i niepowtarzalny Mikołaj. Po zakończeniu akcji zmęczeni, ale szczęśliwi, ruszyliśmy w drogę powrotną do Warszawy. Do zobaczenia za rok:)obrazek

Ekipa Ani, Marty, Marka i Jarka - wyprawa do Lucimii

Saniowóz, obładowany prezentami - tymi "zamówionymi" i "second-hand" - utknął w radomskich korkach! Czy dzieci będą jeszcze na nas czekały? W Zwoleniu jeszcze szaro i już ciemno, a w Lucimii witał nas bielutki śnieg! I "zawiadowcy" - grupka dzieci wypatrująca Mikołajów.  Nasz Mikołaj z radosnym spojrzeniem rozdawał dzieciom podarunki. Jedno z "zadań" - tradycyjnej mikołajowej gry - przypadło do wykonania Panu Kierownikowi - w zamian za prezent niespodziankę, czyli zebraną dzięki Darczyńcom kasę na węgiel (dziękujemy!) musiał zatańczyć z pomocnikiem Mikołaja! Jako taneczna partnerka potwierdzam talent muzyczny Pana Adama:)

 Na dzieci czekały prezenty, a na Mikołajów przygotowana w Lucimii Wigilia! Zasiedliśmy z Domownikami do wspólnej kolacji, a gdy tylko nabraliśmy sił, a dzieci nacieszyły się prezentami, przyszedł czas na wspólne kolędowanie. Mikołaja otoczył nielada tłumek dzieci i dorosłych śpiwających świąteczne Karaoke!   Na koniec, gdy rozładowaliśmy pozostałe dary, uścisnęliśmy się na pożegnanie! Dostaliśmy zaproszenie, by odwiedzać Lucimię częściej! Jeśli wybieracie sie do Kazimierza Dolnego, Lucimia jest tuż tuż, po drugiej stronie rzeki - Pan Adam zapraszał na letnie kąpiele w Wiśle - CZEMU NIE?!

AKCJA MIKOŁAJOWA 2010

Rozdawanie prezentów - drużyna Pauliny, Moniki i Tomka


23 grudnia - dzień przed Wigilią, świąteczna atmosfera w pełni. Zaczęliśmy dzień od spotkania w naszym mieszkaniu, które wyglądało jak mikołajowe centrum logistyczne w Laponii - cały salon był wypełniony wielkimi workami z prezentami. Rozdzieliliśmy je na trzy ekipy, zapakowaliśmy samochody i w drogę!
Podróż do Kornicy dłużyła nam się niemiłosiernie, śnieg, lód, przedświąteczne korki... W końcu, ze sporym poślizgiem, dotarliśmy na miejsce. Monika, Justyna i Ania czekały na miejscu. Szybka kawa, stroje mikołajowe, ostatnie omówienie trasy i start!
Nasze wizyty, chodzenie od domu do domu, witanie się z rodzinami i dzieciakami odświeżyły nam pamięć - czuliśmy się podobnie, jak 2 lata wcześniej w Huszlewie. Podobnie - czyli cudownie! Część dzieciaków wyglądała Mikołaja przez okno, gdy otwieraliśmy furtkę widać było szybkie ruchy firanek w zaszronionych oknach. Na zewnątrz trzaskał mróz. Gdy wchodziliśmy do domów, uderzała nas fala ciepła i świątecznych kuchennych zapachów - kapusty, grzybów i wypieków. Nic, tylko zostać na dłużej.
W każdym domu gospodarze przyjmowali nas serdecznie. Dzieciaki reagowały na Mikołaja i Śnieżynki przeróżnie. Te bardziej śmiałe sprawdzały, czy prawdziwy, podchodziły, zagadywały. Maluchy często chowały się za mamą albo za drzwiami i jednym okiem wpatrywały się w nas nie bardzo wiedząc, co zrobić z tą sytuacją. Dwoje maluchów, mimo naszych starań, rozpłakało się i tylko mama mogła coś na to poradzić. Najważniejsze, że koniec końców zaprzyjaĽniliśmy się z wszystkimi dzieciakami, niektóre nawet kończyły na kolanach Mikołaja i w objęciach Śnieżynek.
W jednym z domów przywitała nas idealnie zorganizowana małoletnia ekipa, która na komendę najstarszej siostry chórem wykrzyczała wiersz o Mikołaju, a odbierając prezenty przekazywała nam piękne laurki świąteczne. W innym domu odbyliśmy ciekawą rozmowę z małą dziewczynką:
- Hohoho!!!! Czy są tu jakieś grzeczne dzieci?
Cisza. Mała patrzy na nas, ale nic nie mówi.
- No to jak, byłaś grzeczna?
Przecząco pokręciła głową patrząc to na nas, to na mamę smutnym wzrokiem.
- Ale jak to, w ogóle?
- W ogóle, Mikołaju.
- Ale ani trochę?!?
- Ani trochę
.
Rzadko spotykana prawdomówność i skromność. Po chwili stwierdziliśmy wspólnie, że mimo tych wyznań w przyszłym roku będzie na pewno grzeczniej, więc prezent dajemy na kredyt. Skończyło się na wspólnym czytaniu bajek i opłatku.
Jak co roku, sprawa dla dzieciaków nie była prosta - prezenty należało wykupić. Niektóre dzieci wybierały zdanie do dokończenia.
- Moją ulubioną potrawą wigilijną jest...
Chwila nerwów, stres czasem nie pozwalał szybko odpowiedzieć, ale szybki rzut okiem na kuchnię i gotujące się potrawy pozwalał wybrnąć z sytuacji.
- Pierogi!!!
Uff. Prezent wykupiony. Z zadań do wykonania, które losowały dzieci, furorę zrobił taniec ze Śnieżynką. Objawiło się parę młodych talentów. W efekcie wszystkie prezenty wylądowały u dzieciaków. Niektóre zostawiały je pod choinką czekając na Wigilię, inne natychmiast rozprawiały się z opakowaniami. My również przywieĽliśmy trofea - piękne, kolorowe laurki i życzenia, a nawet pyszną, wiejską kiełbasę. Dziękujemy wszystkim rodzinom za ciepłe przyjęcie i wspomnienia, jakie przywieĽliśmy z Kornicy. PS.
Wracając od jednej z rodzin do samochodu mijaliśmy jeden z pobliskich domów, nieobjętych naszą akcją. Gdy przechodziliśmy koło okien, nasz mikołajowy korowód zauważyła mała dziewczynka wyglądająca przez okno, siedząca na rękach u taty. Zrobiła wielkie oczy i przejęta przykleiła palec do szyby:
- TATO!!! MIKOŁAJ!!! Tata otworzył okno i zapytał, czy Mikołaj ma dla jego córeczki prezent, skoro już się pojawił. Co tu zrobić? Przypomnieliśmy sobie o nadprogramowym prezencie, który trzymaliśmy w samochodzie na wszelki wypadek. Pobiegliśmy szybko po niego, wróciliśmy i wręczyliśmy małej. Śmieliśmy się póĽniej, że kto jak kto, ale ta dziewczynka będzie dłuuuuuugo wierzyła w Świętego Mikołaja.

Zdjęcia z akcji w Starej Kornicy

Rozdawanie prezentów - ekipa Agi, Jacka i Ani


Grupa w składzie:
Jacek - Mikołaj
Agnieszka - Śnieżynka, pomocnica Mikołaja
Ania - Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej, lokalny agent Mikołaja


Grupa Jacka, Agnieszki i Ani (nazwijmy ją w skrócie AJA) miała w tym roku trudne zadanie: z uwagi na posiadanie specjalnego zaprzęgu reniferów z napędem na cztery kopyta została wyznaczona do odwiedzenia dzieci mieszkających poza centrum Kornicy w miejscach czasem trudno dostępnych i znacznie od siebie odległych. Mikołaje nie boją się wyzwań i zaraz po przyjeździe do Kornicy ochoczo zabrały się do tej najprzyjemniejszej pod słońcem pracy. Wiara Mikołaja w niezawodność terenowych reniferów już przy drugiej wizycie została nadszarpnięta. Odkopywanie ze śniegu biednych skołowanych zwierząt spowodowało wzrost ciśnienia krwi i rumieniec na twarzy Mikołaja. Na szczęście z pomocą prostych narzędzi udało się zaprzęg odkopać i wyruszyć w dalszą drogę.



Nie bez tremy zapukaliśmy do pierwszych drzwi. Okazało się, że dzieci już od rana czekają na Mikołaja! Dzieci na początku były nieco onieśmielone, ale od czego jest Śnieżynka! Po chwili w drzwiach pojawił się Mikołaj z workiem prezentów, po czym rozsiadł się na kanapie i zaczął zagadywać po kolei dzieci pytając się o to czym się interesują i czy były grzeczne (zerkając jednocześnie w stronę mamy w celu potwierdzenia informacji). W większości przypadków odpowiedzi dały się przewidzieć, chociaż pewien chłopiec w przypływie szczerości pokręcił przecząco głową. Na szczęście z opresji wybawiła Mikołaja Śnieżynka sugerując, że w przyszłym roku dziecko na pewno będzie grzeczne. Strach pomyśleć co by zrobił Mikołaj, gdyby i w tym przypadku chłopiec przecząco pokręcił głową..

Aby otrzymać prezenty dzieci musiały je wykupić odpowiadając na wylosowane pytanie lub wykonując wylosowane zadanie. Tutaj Śnieżynka miała nie lada kłopot, i aby nie dopuścić do sytuacji kiedy dziewiętnastolatek ma stanąć na jednej nodze trzymając się jednocześnie za nos, dopuszczała się jawnych manipulacji pytaniami aby je dostosować do wieku losującego dziecka. Chyba najczęściej losowanym zadaniem był taniec ze Śnieżynką, co pomogło jej złapać formę przed karnawałem. Co dziwne, zadanie to zawsze było losowane przez chłopców - obawiam się że również w tym przypadku dochodziło do manipulacji. Nauczeni doświadczeniem wprowadziliśmy możliwość wykupu prezentu poprzez odpowiedź na pytanie zadane przez Mikołaja. Ta forma cieszyła się dużym powodzeniem, chociaż kilkakrotnie skończyła się kompromitacją Mikołaja: 15-letnia Paulina zaczytująca się w książkach o wampirach, na pytanie o imię najsłynniejszego wampira w historii, wymieniła głównego bohatera sagi Zmierzch. Widząc zakłopotanie Mikołaja powiedziała:

- Ja wiem że Mikołajowi chodziło o Drakulę, ale to było przedtem jak napisano "Zmierzch"!

Na szczęście wszystkie dzieci skutecznie wykupiły prezenty i wszystkie zostały obdarowane. Dzieci starały się tłumić emocje związane otrzymaniem prezentów: maluchy tuliły się do mamy zerkając jednocześnie na torbę Mikołaja, starsze dzieci ze skupieniem odbierały zapakowane paczki. Czasem emocje brały górę: jak przyjemnie było popatrzeć na 16-letnią dziewczynę, która dostała gitarę i z niepohamowanej radości zaczęła podskakiwać pod sam sufit!

Tego dnia odwiedziliśmy 10 rodzin. Wszędzie spotkaliśmy się z miłym przyjęciem i świąteczną atmosferą. Wchodząc do niektórych rodzin czuło się niezwykłe ciepło i więź łączącą rodziców z dziećmi i rodzeństwo między sobą. Rozmowa tak się toczyła że nie chciało się od nich wychodzić. Niektóre rodziny dzieliły się z nami swoimi problemami, tak jak to było w przypadku rodziców kilkunastoletniego chłopca chorego na cukrzycę, którzy co kilka dni muszą wydawać ponad 30 złotych na igły do pompy insulinowej. Warto zastanowić się nad rozszerzeniem akcji Mikołaje na cały rok aby móc stale pomagać rodzinom w takich szczególnych przypadkach.

Po czterech godzinach zakończyliśmy rozdawanie prezentów, zmęczeni ale szczęśliwi. Bardzo dziękujemy Ani z GOPS z Kornicy, która cały czas nam towarzyszyła, była naszym przewodnikiem, ale przede wszystkim pomogła nam lepiej poznać się z rodzinami. Muszę przyznać, że ten dzień spędzony w Kornicy dał nam ogromną satysfakcję i utwierdził nas w przekonaniu, że ofiarowanie cząstki siebie drugiemu człowiekowi uszczęśliwia. Do zobaczenia za rok!

Zdjęcia z akcji w Starej Kornicy

Rozdawanie prezentów - ekipa Oli, Marcina i Justyny

Zdjęcia z akcji w Starej Kornicy

Impreza Mikołajów

W tym Impreza Mikołajów była wyjątkowa! Wszystko zaczęło się w momencie gdy na przystanek Woronicza zajechal stary, warszawski tramwaj i zabrał nas w niezapomnianą podróż po Warszawie! Pięknie przystrojony, w świątecznym nastroju... zabierał nas, Mikołajów, z kolejnych przystanków. Było ciepło, radośnie i tłoczno :).
Następnie udaliśmy się do Artbistro PO PROSTU gdzie czekały tłumy Mikołajów i innych zaprzyjaĽnionych z nami i z kawiarnią osób. Świąteczna atmosfera udzieliła się wszystkim. Rozpoczął się wspaniały koncert bajek Disneya, które młodzi artyści śpiewali tak pięknie, iż można było zapomnieć, że na dworze mróz i noc. Zbiórka pieniędzy z koncertu przeznaczona była na rehabilitację 8-letniego Kuby. Zebraliśmy mnóstwo prezentów, dzieci, które licznie przybyły z rodzicami, pomagały nam je układać na scenie. Impreza trwała długo, w końcu Mikołaje mają duuuuużo siły! Za rok powtórzymy!
Zdjęcia z akcji w Starej Kornicy

Partnerzy 2010


W tym roku wsparli nas:

Tramwaje Warszawskie Sp. z o.o. , artbistro Po Prostu, Fundacja Ekonomiczna Polska - Afryka Wschodnia, Teacher's One, Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz, Firma Księgarska Jacek Olesiejuk, Webprovider.pl

AKCJA MIKOŁAJOWA 2009

 

Drużyna Św. Mikołaja - akcja poranna


W tym roku wszystkie Mikołaje świetnie się spisały! Dzieci mają czasem niesamowite pomysły i marzenia trudne do wyobrażenia. Listy, które napisały były pięknie ozdobione, jedne długie, drugie krótkie, ale i tak Mikołaje musiały się bardzo starać. Na corocznej Imprezie Mikołajów zostaliśmy zasypani przepięknie opakowanymi prezentami. Pozostałe pozbieraliśmy po Warszawie ze specjalnie wyznaczonych punktów. Wszystkie zostały starannie poukładane w workach i w piątek pojechaliśmy, trzy Śnieżynki i Mikołaj, do siedziby Stowarzyszenia, gdzie odbywały się Wigilie: poranna dla najmłodszych pociech i popołudniowa dla starszych. Obecni również byli niektórzy rodzice. Wraz z dziećmi cieszyli się z gier i zabawek. Nasz Mikołaj przybył na Wigilię przedpołudniową. Sala przepięknie przystrojona, właśnie dzielono się opłatkiem, kiedy Mikołaj wraz ze Śnieżynkami zapukali do drzwi. "Mikołaju, przyjdĄ do nas!" zawołały dzieci. I tak rozpoczęło się prezentowe szaleństwo. Niektóre maluchy były zawstydzone, podchodziły z braciszkiem lub siostrzyczką i nieśmiało wyciągały rączki po prezent. Inne, chętnie wskakiwały Mikołajowi na kolana z chęcią odpowiadając mu na pytania czy wykonując śmieszne zadania. Najmniej trudności sprawiały buziaki dla ulubionej Pani ze Stowarzyszenia. Wszystkie Panie zostały solidnie wyściskane przez maluchy. Powoli znikały prezenty z worka aż przyszedł moment na pożegnanie. Pomachaliśmy przy wyjściu, maluchy zawołały "Do widzenia Mikołaju" i ruszyły do domu, aby pobawić się prezentami.

Tę Wigilię na pewno zapamiętają wesoło :)

Drużyna Św. Mikołaja - akcja popołudniowa


Ruszyliśmy na spotkanie z dziećmi w piątek przed Świętami. Za oknem trzaskający mróz, pełno śniegu - tak właśnie powinny wyglądać Święta!

Nasz Mikołaj spisał się na medal, jego strój zrobił wrażenie nie tylko na dzieciach, ale tez na przechodniach, którzy mijali nas na Ząbkowskiej. Niektórzy panowie w wieku daleko wykraczającym poza dziecięcy pytali o prezenty i zapewniali, że byli grzeczni. Dotarliśmy na Wigilię w Fundacji wieczorem. Zastaliśmy tam wspaniałą atmosferę, chmarę dzieciaków, świąteczne pyszności na stole i pięknie ubraną choinkę. Przestrzeń dookoła drzewka szybko zapełniliśmy prezentami z rozlicznych czerwonych worków Świętego Mikołaja, napięcie rosło. Nie mogliśmy dłużej czekać - start! Starym zwyczajem każde dziecko musiało wykupić swój prezent (wiadomo - nic za darmo). Młodsze wybierały zazwyczaj zdania do dokończenia, starsze - zadania do wykonania. Jak zwykle było przy tym mnóstwo dobrej zabawy i śmiechu, najważniejsze, że dzieci spisały się na medal i wszystkie prezenty powędrowały do ich rąk.

A same prezenty? Jak zwykle Święty Mikołaj nie zawiódł - były przeróżne lalki, klocki Lego, gry, samochody, modne ciuchy, telefony, aparaty fotograficzne, nawet gitara. Po prezentach widać czarno na białym, że wszystkie dzieciaki musiały być naprawdę grzeczne!

Po Wigilii pomknęliśmy do domów zastanawiając się, gdzie nasz Mikołaj trafi w przyszłym roku.

Dziękujemy wszystkim, dzięki którym worki Św. Mikołaja zostały w tym roku zapełnione.



Zdjęcia z Imprezy Mikołajów oraz rozdania prezentów można obejrzeć w Galerii. Ze względu na ochronę danych osobowych nie zamieszczamy zdjęć dzieci.

AKCJA MIKOŁAJOWA 2008

 

EKIPA DOLPHINE - Kenia - Nairobi - Uuni


Gdzieś pomiędzy końcem mroĄnej zimy w Polsce i upalnego lata w Kenii, w wiosce Uuni zagościła atmosfera świąt, prezentów i radości. Mali podopieczni Upendo Group, wioskowej grupy samopomocy wspieranej przez sympatyków Akcji Mikołaje 2008 oraz Fundacji Ekonomicznej Polska - Afryka Wschodnia, otrzymali paczki pełne kolorowych zabawek, przyborów szkolnych i słodyczy.

W ramach Akcji Mikołaje 2008 zebraliśmy paczki dla 22 rodzin. Hojność naszych ofiarodawców pozwoliła skompletować jeszcze 10 paczek ekstra, w których znajdowały się dodatkowe ubrania, zabawki, przybory szkolne. Trzy spośród tych paczek powędrowały nie do Uuni, lecz do zaprzyjaĄnionej szkoły podstawowej w slumsie Kawangware w Nairobi. W sumie, polskie lotnisko opuściły 32 paczki, o łącznej wadze 135 kg. Choć proces wysyłki, kompletowania odpowiednich dokumentów i organizacji obioru paczek z lotniska w Nairobi był czasochłonny, jesteśmy pewni sukcesu całej Akcji, a radość jaką sprawiliśmy maluchom - o tym pisze Dolphine - nasza kenijska wysłanniczka:

"The children were very happy. They didn't know what was coming although they'd all been gathered together. They especially loved the toys and the sweets too! I think they were just happy to have everything judging from their happy smiles. It felt like christmas!"

Dziękujemy wszystkim za cierpliwość w oczekiwaniu na relacje z przebiegu akcji. Zapraszamy do Galerii zdjęć.


EKIPA OLI I ADAMA


Akcja Mikołaje wystartowała po raz czwarty. Jak co roku, gorączka świąteczna zaczęła się dość wcześnie. Już pod koniec października pełną parą ruszyły przygotowania do obowiązkowej Imprezy Mikołajów. Zaprojektowaliśmy plakaty, ulotki, zaproszenia, zaplanowaliśmy koncert bębniarski, slajdowiska i wiele innych atrakcji. Jednak tak naprawdę nie mogliśmy się doczekać, kiedy nadejdzie 23 grudnia, zapakujemy prezenty do samochodów i ruszymy w kierunku Huszlewa.

Podzieleni na 3 drużyny, poprzebierani w stroje śnieżynek i św. Mikołajów, z samochodami wypełnionymi podarkami aż po dach, zwracaliśmy uwagę. W naszej drużynie byliśmy we trójkę: Adaś, Tomek pracujący w OPS w Huszlewie i ja.

Dzieci na nas czekały. Wszystkie niecierpliwie rozdzierały opakowania, szukając w worku Mikołaja kolejnych prezentów, rodzice częstowali nas ciastem i herbatką i dzielili się z nami wrażeniami ze świąt i z oczekiwania na św. Mikołaja.

Nie zapomnę miny małego Dominika, który rozpakował prezenty (dostał samochodzik z Batmanem) i zaraz zaczął dobierać się do prezentu siostry. Zapytaliśmy, czy się ucieszył z prezentu od św. Mikołaja. Stwierdził, że tak, ale to nie od Mikołaja, bo on nie istnieje. Pytaliśmy: "to skąd te prezenty?" Na to pytanie nie umiał odpowiedzieć, ale wyraĄnie nie dawało mu ono spokoju. Postanowił przeprowadzić test: czy św. Mikołaj może sprawić, że zniknie czekoladka?:) Udało się! To trochę przekonało Dominika, ale dalej ma wątpliwości co do brody. Musimy lepiej się postarać następnym razem... może zapuścić? :)

W kolejnym domu, oczekiwała na nas trójka dzieciaków: dwóch piegowatych bliĄniaków i wysoka dziewczynka. Zabawa w "zdanie czy zadanie" skończyła się szalonym tańcem ze śnieżynką oraz wymienianiem wszystkich potraw na stole wigilijnym (wyszło ich 14...). Chłopcy skakali z radości, kiedy odpakowali prezenty: Kurtki, piłkę, plecak i parę innych drobiazgów.

I tak było w większości domów: oczekiwanie, zaskoczenie i radość! My również zostaliśmy obdarowani i zaskoczeni! Chłopcy przygotowali dla nas przepiękny stroik z ręcznie robionymi świecami. I choć na święta nie byliśmy przygotowani, to radość dzieci z Huszlewa była wystarczającą rekompensatą.

A wszyscy razem udowodniliśmy, że marzenia się spełniają!

Najlepsze życzenia w Nowym Roku!

Ola

EKIPA GOSI, OLI I TOMKA


Z trudem pomieściliśmy w samochodzie wszystkie prezenty - Mikołaj był w tym roku wyjątkowo hojny. W Zieniach czekała już na nas Pani Danuta z Ośrodka Pomocy Społecznej w Huszlewie - zaprosiliśmy ją do auta i ruszyliśmy na spotkanie z dzieciakami. W każdym domu witano nas serdecznie, z otwartymi rękoma. Dzieciaki reagowały przeróżnie - niektóre śmiało przystępowały do realizacji zadań, inne, z pełnym uroku zawstydzeniem, patrzyły pytająco to na nas, to na rodziców. Większość z nich nie rozpakowała prezentów - zostały zaniesione pod choinkę po to, aby mogły je ujrzeć w ten jedyny, wigilijny wieczór. Nie wiem, czy ktokolwiek z nas będąc dzieckiem wykazywał się takim opanowaniem i cierpliwością - ja z pewnością rozszarpałbym paczki w mgnieniu oka...

Odwiedziny w huszlewskich domach mocno nas pokrzepiły - okazało się, że najwyraĄniej byliśmy grzeczni, ponieważ dostaliśmy prezenty od dzieci. Pewni uroczy bracia przygotowali dla nas piękny stroik świąteczny, wizytę u innej rodziny zakończyliśmy z kolorowymi laurkami i karmnikiem dla ptaków w rękach. Były też chwile grozy - pewien dziarski chłopczyk bardzo się przyłożył do wykonania zadania "dotknij brody św. Mikołaja", co zakończyło się demaskacją i szukaniem wyrwanej brody na podłodze. śmiechu było co niemiara.

Po zakończeniu wszystkich wizyt zdecydowaliśmy się odwiedzić ponownie jedno z dzieci, aby uzupełnić zapas słodyczy. Mikołaj stukał do drzwi i stukał, nikt nie otwierał. W końcu ktoś przekręcił klucz w zamku i lekko uchylił drzwi. Chłopiec, nie widząc, kto puka, spytał obojętnym głosem:

- Kto tam?

po czym spojrzał w górę, ujrzał Mikołaja i krzyknął na cały głos:

- Czeeeeeeeść!!!


Jedno jest pewne - Huszlew i okolica to miejsce, w którym mieszkają sympatyczne, uśmiechnięte i przyjazne dzieciaki, które na długo pozostaną w naszych myślach i wspomnieniach.

Przeglądarka może nie wspierać wyświetlania tego obrazu.

EKIPA ANI, MAĆKA I MARKA


Z pamiętnika Mikołajów:

23 grudnia.

Nadszedł kulminacyjny dzień Akcji Mikołaje 2008.

Budzik zaczą dzwonić o 5:30 nad ranem. ZamarĄnięty akumulator dał nam w kość, ale Mikołaj nie z takimi problemami musi się zmagać... to dla Niego najdłuższy dzień w roku.

Godzina 8:00. Prezenty odebrane z Mikołajowej Bazy, ekipy podzielone na 3 samochody i renifery mechaniczne "wio!" do Huszlewa!

10:30. Spotykamy się z Panią Danutą z OPS-u. Do każdej grupy dołącza jeden pracownik Ośrodka. W Huszlewie pracuje ich troje: Pani Danuta - dyrektor, Tomek - pracownik terenowy i Pani Kasia, zajmująca się księgowością.

11:00. Mikołajowa ekipa w składzie: Pani Kasia, Ania, Maciek i Mikołaj-Marek, wyrusza do pierwszej rodziny. W sumie odwiedzimy 7 domów. W dwóch, gdzie były najmłodsze dzieci, dostajemy zgodę by zrobić kilka zdjęć...

Każda rodzina dzieli się z nami innymi emocjami. Każda ma inną, często dramatyczną lub niespotykaną historię do opowiedzenia... Składamy wizytę w domu, gdzie tydzień wcześniej przyszło na świat maleństwo. To już szósty chłopiec w tej rodzinie! Dla niego Mikołaj również znalazł coś w swoim worku.

W sąsiednim domu mieszkają z kolei same dziewczyny. Mama i 4 córki. Najstarsza jest już prawie dorosła, uczy się zawodu. Marzyła by studiować stomatologię, ale warunki pozwoliły na szkołę fryzjersko-kosmetyczną. Studia są za drogie i za daleko... Mniejsze dziewczynki wspaniale opiekują się 6-cio miesięczną siostrzyczką. Mama częstuje Mikołaja kawą i ciasteczkami. Jest ciepło, niemal gorąco - w każdych drzwiach wiszą koce, by dodatkowo chronić wnętrze przed podmuchami mroĄnego wiatru. Do tej rodziny jeszcze wrócimy...

W pozostałych domach czekają na nas większe dzieci. Nie zawsze jest odpowiedni klimat, by przeprowadzić nasze mikołajowe zabawy... "Zadanie czy Zdanie" to gra, która pozwala nam przełamać pierwsze lody. Ale równie skuteczne jest dzielenie się opłatkiem i składanie szczerych, serdecznych życzeń.

W każdym domu postanowiliśmy pytać, czy dzieci chcą rozpakować prezent od razu, czy włożyć go pod choinkę czekając na pierwszą wigilijną gwiazdkę. Większość postanawia przedłużyć przyjemność oczekiwania na podarunek do następnego dnia. Ale każdy dokładnie dotyka, waży i ogląda opakowanie, próbując zgadnąć co mieści sie w środku.

15:30. Spotykamy się w OPSie w Huszlewie. Pijąc herbatę dzielimy się wrażeniami z aktywnie spędzonego dnia. Czekamy jeszcze na przyjazd drużyny Oli, Adam i Tomka, która "zaginęła w akcji" - a tak na serio okazała się najbardziej wesołą ekipą 2008 roku! Dzieci nie chciały wypuścić ich ze swoich domów!

18:00. Powrót do Warszawy. Chwila odpoczynku i zaległy obiad do zjedzenia... Czas zabrać się za lepienie uszek i strojenie choinki. Bo jeśli chodzi o przygotowania do własnych świąt, wszyscy jesteśmy "w rosole"!

 

Stronę wykonał: Webprovider.pl